700 wagonów Intercity zwolni po incydencie z pękniętą obręczą. To może oznaczać spóźnienia

- PKP Intercity po pęknięciu obręczy koła w pociągu „Żeglarz” ograniczy prędkość wagonów z kołami obręczowanymi. Część z nich ma jeździć na stałe wolniej.
- Największy problem dotyczy wózków 4ANc”S”. W eksploatacji jest ponad 680 takich wagonów, co przy 1650 wagonach na lato oznacza ok. 36 proc. czynnego taboru spółki.
- Może to skutkować opóźnieniami pociągów aż do czasu nowego rozkładu, który wejdzie w życie we wrześniu i który będzie już brał pod uwagę wydłużone czasy przejazdu.
Do niebezpiecznego zdarzenia doszło w kwietniu na odcinku Iłowo – Działdowo. W pociągu „Żeglarz” relacji Łódź Fabryczna – Gdynia Główna pękła obręcz koła w jednym z wagonów typu 111A-20. Około 600 pasażerów musiało zostać ewakuowanych.
Po tym incydencie przewoźnik zdecydował się na trwałe ograniczyć prędkość części wagonów. Chodzi o składy wyposażone w wózki typu 4ANc”S”, w których w ramach wcześniejszych modernizacji podniesiono dopuszczalną prędkość ze 140 do 160 km/h. Teraz, po badaniach i analizach, wagony te mają zostać na stałe zwolnione do 150 km/h. O sprawie informuje „Rynek Kolejowy”.
Problem jest poważny, bo dotyczy dużej części taboru wagonowego PKP Intercity. Jak mówi Adam Wawrzyniak, członek zarządu spółki, wagony z kołami obręczowanymi to ponad 850 wagonów, czyli około połowa taboru eksploatowanego przez przewoźnika. Nie wszystkie jednak objęte są ograniczeniami. Największy problem dotyczy wózków 4ANc”S”. PKP Intercity ma ponad 880 wagonów na takich wózkach, z czego obecnie ponad 680 jest w eksploatacji. Przy 1650 wagonach zdolnych do jazdy w sezonie wakacyjnym oznacza to, że problem obejmuje blisko 36 proc. czynnego taboru wagonowego spółki.
"Rynek Kolejowy" podaje, że ograniczenie prędkości wpłynie na codzienną eksploatację pociągów. Nawet jeśli tylko jeden wagon w składzie ma ograniczenie do 140 km/h, cały pociąg musi jechać wolniej. Według artykułu problemy widoczne są szczególnie na liniach zmodernizowanych do prędkości 160 km/h, m.in. na trasach Warszawa – Poznań oraz Poznań – Szczecin. Wolniejsza jazda przekłada się na dłuższe czasy przejazdu i pogorszenie punktualności.
Obecna sytuacja stanowi dla nas bardzo duży problem, jeżeli chodzi o dochowanie punktualności. Niestety, zmniejszenie prędkości o 20 km/h generuje opóźnienia i pogarsza naszą efektywność. Niezmiennie priorytety są te same: dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo pasażerów, naszych pracowników, bezpieczeństwo całego systemu kolejowego i w obliczu tej sytuacji innej decyzji po prostu nie mogliśmy podjąć
– przyznaje w rozmowie z portalem Adam Wawrzyniak.
Podniesienie ograniczenia z 140 do 150 km/h ma zmniejszyć skalę opóźnień, ale nie rozwiąże problemu całkowicie. Spółka liczy, że punktualność poprawi się dopiero wtedy, gdy dłuższy czas jazdy i niższe prędkości zostaną systemowo wpisane do rozkładu jazdy. Oznacza to jednak, że część pociągów będzie jeździć wolniej niż zakładano, mimo coraz lepszej infrastruktury kolejowej w Polsce.
Po kwietniowym zdarzeniu PKP Intercity zleciło Instytutowi Kolejnictwa szczegółowe badania materiałowe obręczy i procesu hamowania. Według Wawrzyniaka badania są już praktycznie zakończone, a spółka czeka na finalny raport. Po jego zatwierdzeniu w życie mają wejść nowe zasady eksploatacji. W wagonach z wózkami 4ANc”S” prędkość najprawdopodobniej zostanie na stałe ograniczona do 150 km/h. Na innych typach wózków przewoźnik planuje wrócić do prędkości 160 km/h.
Zmiana nie będzie dotyczyła wyłącznie samej prędkości. PKP Intercity zapowiada także korekty w dokumentacji systemu utrzymania. Mają pojawić się dodatkowe czynności kontrolne, które zwiększą nadzór nad zestawami kołowymi w wagonach z wózkami 4ANc”S”. Spółka podkreśla, że decyzje są podporządkowane bezpieczeństwu.
Problemem pozostaje jednak rozkład jazdy. Dłuższych czasów przejazdu nie udało się wpisać do letniego rozkładu PKP PLK. Jak tłumaczy Wawrzyniak, przewoźnik nie otrzymał zgody zarządcy infrastruktury na systemowe działanie już od czerwca, czyli na okres wakacyjny. Taka zmiana będzie możliwa dopiero od wrześniowej korekty rozkładu. Do tego czasu PKP Intercity musi działać operacyjnie: dla każdego pociągu codziennie występować o nowy rozkład jazdy i każdorazowo korygować prędkości w dół.
"Rynek Kolejowy" podaje, że PKP Intercity analizowało wariant wymiany problematycznych wózków na nowsze, pozwalające przywrócić prędkość 160 km/h. Taki scenariusz oznaczałby jednak ponowną modernizację wagonów, które już kilka lat temu przeszły modernizację. Według szacunków spółki koszt takiej operacji wyniósłby około pół miliarda złotych. Jak mówi Wawrzyniak, w obecnej sytuacji – z powodów finansowych i operacyjnych – taki wydatek nie jest ekonomicznie uzasadniony. W praktyce oznacza to, że wagony te najpewniej pozostaną wolniejsze do końca swojej eksploatacji.
Członek zarządu PKP Intercity podkreśla jednocześnie, że nowe umowy modernizacyjne zawierane od 2024 r. mają już unikać błędu wcześniejszych projektów. Obecnie modernizacje obejmują wymianę starych wózków na nowe, szybsze i cichsze. Tak jest m.in. w przypadku umowy z Remtrakiem na modernizację wagonów pierwszej i drugiej klasy, a także najnowszego kontraktu na 14 wagonów rowerowych typu 609A.
portalsamorzadowy




