Litwa zmienia rząd. W nowym gabinecie będą Polacy

- Socjaldemokraci litewscy zmieniają partnera koalicyjnego. Powodem są konflikty personalne oraz nielojalność koalicjanta.
- Polacy zachowują swoje stanowiska w rządzie Litwy.
- Polityka zagraniczna Wilna jest nastawiona na partnerstwo strategiczne z Polską i zbliżenie z Chinami.
Nowa większość rządząca na Litwie powstaje po tym, gdy socjaldemokraci zerwali umowę koalicyjną z populistycznym Świtem Niemna.
Zgodnie z konstytucją po dymisji rządu prezydent ma nie więcej niż 15 dni na przedstawienie Sejmowi kandydatury nowego premiera. Po zatwierdzeniu kandydata przez parlament nowy premier będzie miał kolejne 15 dni na przedstawienie Sejmowi uzgodnionego z prezydentem składu rządu oraz programu jego działania.
O przyczynach rozpadu litewskiej koalicji rządzącej mówi nam Robert Mickiewicz, analityk i redaktor naczelny "Kuriera Wileńskiego".
- Partia Świt Niemna niby była w koalicji rządzącej, ale bardzo często zachowywała się, jakby była w opozycji, nie szczędząc krytyki działań socjaldemokratów. Celował w tym zwłaszcza lider ugrupowania Remigijus Žemaitaitis. Krytykował inicjatywy rządu, szczególnie w dziedzinie bezpieczeństwa, jak choćby budowę poligonu w Kopciowie nieopodal granicy z Polską i Białorusią, co uważał za niepotrzebne prowokowanie Białorusinów. Na dodatek, według Žemaitaitisa, krzywdę mieliby ponieść właściciele tamtejszych gruntów - relacjonuje nasz rozmówca.
- Świt Niemna był też znany z głoszenia antysemickich haseł. Socjaldemokraci zaprosili ich do koalicji w nadziei na "ucywilizowanie". Nie udało im się to zdecydowanie. Teraz jeszcze otwartym zostaje to, czy cała siedemnastka parlamentarzystów "Świtu Niemna" pozostanie wierna swojemu szefowi, czy też po cichu chociaż kilku z nich będzie próbowało jednak pozostać w układzie rządzącym - dodaje.

W miejsce Świtu Niemna do odnowionej koalicji wchodzi Związek Demokratów "W imię Litwy". Wcześniej "demokraci" bywali już w sojuszu z socjaldemokratami. Obecne partnerstwo jest teraz możliwe, gdy z funkcji szefa zrezygnował (pod zarzutami korupcyjnymi) dotychczasowy lider ugrupowania Saulius Skvernelis.
Inny analityk polityczny z Wilna, Rajmund Klonowski, jednoznacznie upatruje przyczyn rozpadu koalicji w odwołaniu z funkcji przewodniczącego Skvernelisa.
- Wiadomo było od momentu ustanowienia koalicji, że "Świt Niemna" to jest partia nieobliczalna w swoich działaniach i wypowiedziach poszczególnych działaczy. No więc gdy tylko nielubiany przez socjaldemokratów Skvernelis odszedł ze stanowiska szefa demokratów, to i ustały przyczyny animozji. Na dodatek "demokraci" byli wrogo nastawieni do Žemaitaitisa - twierdzi.
Nową umowę koalicyjną podpisali przewodniczący frakcji Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej, Związku Demokratów „W imię Litwy” oraz Związku Litewskich Chłopów, Zielonych i Rodzin Chrześcijańskich - w jej składzie funkcjonuje także Akcja Wyborcza Polaków na Litwie. Koalicja dysponuje 75 głosami w 141 osobowym Sejmie.
Po złożeniu dymisji przez rząd prezydent Gitanas Nausėda powierzył gabinetowi dotychczasowej premier Ingi Ruginienė dalsze pełnienie obowiązków do czasu utworzenia nowego rządu.
W nowym gabinecie zmieni się co najmniej czterech ministrów. Demokraci obejmą resorty rolnictwa, energetyki i ochrony zdrowia, natomiast ministerstwo środowiska przejdzie w ręce socjaldemokratów. Dotychczasowa premier ma wrócić do pracy w ministerstwie opieki społecznej i pracy. Na stanowisko premiera ma zostać zgłoszony przewodniczący Litewskiej Partii Socjaldemokratycznej Mindaugas Sinkevičius. Na swoim stanowisku ministra sprawiedliwości pozostanie więc między innymi członkini AWPL Rita Tamašunienė - Polka. Władysław Kondratowicz, Polak z grupy socjaldemokratów, pozostanie zaś ministrem spraw wewnętrznych.
Oczywiście, niespodzianką jest pozbawienie Ingi Ruginiene stanowiska premiera.
- Socjaldemokraci mają wielkie problemy z wykreowaniem jednego, zdecydowanego lidera. Poprzedni premier - Gintautas Paluckas - musiał ustąpić z powodu skandalu korupcyjnego. Inga Ruginiene została więc premierem niejako "z łapanki". Wcześniej była szefową resortu pracy i polityki socjalnej. Pełniła także funkcję prezeski jednej z federacji związkowych. Od początku więc uważano ją za premiera tymczasowego. Tym bardziej że zarzucano jej błędy w działaniach wobec prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Po ogłoszeniu zamknięcia granicy białoruskiej przez Litwę, w sąsiednim kraju zostało "aresztowanych" kilka tysięcy litewskich ciężarówek - wspomina Robert Mickiewicz.
Choć warto też zauważyć osiągnięcia tej ekipy. Odchodzącemu rządowi udało się między innymi przeforsować rekordowy budżet obronny w wysokości 4,79 mld euro, czyli 5,38 proc. PKB. Wzrosły emerytury i świadczenia socjalne, podwyżki dostali też nauczyciele, lekarze, pracownicy sektora budżetowego. Rządowi także udało się przygotować, a następnie przeprowadzić przez Sejm ustawę o utworzeniu nowego poligonu w Kopciowie.
Zmiany w litewskim rządzie to także element przygotowań do wyborów tak samorządowych w roku 2027, jak i parlamentarnych - w roku 2028. Tak w każdym razie uważa Robert Mickiewicz.
- Zmiana układu koalicyjnego jest spowodowana także spadającymi notowaniami socjaldemokratów. Obecnie liderem tych notowań jest opozycyjna partia konserwatywna. Tylko nie wiadomo, czy nowy premier jest właściwą osobą do polepszania tych notowań. To polityk lokalny, z podkowieńskiej Jonawy. Jego ojciec też jest politykiem. Nie każdy lubi takie polityczne dynastie. Na dodatek był podejrzewany o działania o charakterze korupcyjnym. Co prawda dochodzenie organów ścigania nie potwierdziło zarzutów, ale "smród" pozostał - konstatuje nasz rozmówca.
Polacy w ofensywie. PolitycznejW litewskiej polityce jest coraz więcej Polaków. Robert Duchniewicz jest wiceprzewodniczącym socjaldemokratów, obecnie pełni funkcję mera rejonu podwileńskiego. W spekulacjach sugerowano nawet, że to właśnie on mógłby być kandydatem na premiera Litwy. Władze jego partii się jednak na to nie zdecydowały, bo wtedy mogłyby stracić (na rzecz bardzo mocnej w rejonie wileńskim Akcji Wyborczej Polaków na Litwie - AWPL) stanowisko mera w ważnym samorządzie.

O rosnącej roli Polaków w życiu politycznym Litwy mówi Rajmund Klonowski:
Jesteśmy największą, poza Litwinami, grupą narodową w kraju, więc siłą rzeczy też musimy być widoczni w polityce. Były czasy, gdy Polacy nie mogli robić kariery politycznej w innych (poza AWPL) partiach. To nastawienie się zmieniło i po prostu widać, że jak ktoś jest dobrym specjalistą, jak ktoś jest kompetentny, no to może robić karierę niezależnie od narodowości.
- W związku z tym, że relacje z Polską stają się też ważniejsze, zaczynają być doceniane, no to kontakty w tym kraju, znajomość języka, kultury są jedynie plusami. Wcześniej mieliśmy też ministrów polskiej narodowości z innych partii, chociażby na stanowisku ministra sprawiedliwości Ewelina Dobrowolska czy minister energetyki Jarosław Niewierowicz. Polacy są obecni także na wielu stanowiskach wiceministrów - dodaje.
Na Litwie problemem Polaków było to, że młodzi absolwenci polskich szkół średnich wyjeżdżali z reguły na studia do Polski i bardzo często tam pozostawali, bo na Litwie mieli utrudnione drogi awansu w administracji. Naturalnym sposobem zmiany tej sytuacji byłoby ustawowe wprowadzenie zasady, że w rejonach, gdzie mieszkają Polacy, urzędnicy musieliby być dwujęzyczni. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu krajach.
Nie wierzy jednak w takie unormowanie ustawowe Rajmund Klonowski:
Ustawodawstwo litewskie nie przewiduje używania jakiegokolwiek, prócz litewskiego, języka w instytucjach publicznych. Obecnie znajomość polskiego jest co najwyżej zaletą przy rekrutacji.
- Wprowadzenie drugiego języka do urzędów wymagałoby dużych zmian prawnych. Nie jestem przekonany, że znalazłoby się poparcie polityczne dla tego; nawet nie ze względu na to, że Litwini mają uprzedzenia w stosunku do języka polskiego, tylko ze względu na to, że klasa urzędnicza bardzo zazdrośnie pilnuje swoich przywilejów i tego, żeby wobec urzędników nie pojawiały się jakieś nowe wymagania (choćby nauka języka). A pracownicy administracji publicznej są znaczącym elektoratem - podkreśla nasz rozmówca.
Można więc odnieść wrażenie, że większy udział Polaków w życiu politycznym Litwy to skutek ich integracji w społeczności litewskiej. Czy więc w kwestii języka w urzędach nastąpią jakieś zmiany? Chyba tylko wtedy, jeśli Polacy staną się jeszcze większą siłą polityczną. Jak na razie minister Władysław Kondratowicz - wedle nowego litewskiego prawa - może już używać swojego nazwiska w formie oryginalnej. Jednak nie ma takiej możliwości w przypadku imienia, bo nadal w języku litewskim brakuje litery „ł”.

Zmiana koalicji rządzącej na Litwie nie oznacza większych zmian w polityce zagranicznej. Stosunki z Polską są obecnie bardzo dobre. Litwini jednoznacznie podkreślają, że Polska jest partnerem strategicznym ich kraju.
Ponadto Orlen, z rafinerią w Możejkach, to największy inwestor zagraniczny na Litwie i zarazem największy płatnik podatków.
Powolne zmiany są natomiast widoczne w stosunkach z Chinami. Wcześniejsze rządy konserwatystów zaczęły preferować kontakty z Tajwanem kosztem Pekinu. Doszło wtedy do praktycznego zamrożenia stosunków dyplomatycznych i gospodarczych z Chińską Republiką Ludową. W obecnym rządzie - pod naciskiem sektora biznesu - dochodzi do zmiany tej sytuacji. Z Pekinu zaś przekazywane są sygnały o zadowoleniu z nowego otwarcia.
Inna rzecz, iż nie wiadomo, czy swoje stanowisko w nowym rozdaniu zachowa minister spraw zagranicznych Kęstutis Budrys. Jego pozycja jest dość słaba, bo to osoba narzucona koalicji przez prezydenta. Wedle kilku oświadczeń prezydent Gitanas Nauseda widziałby w Budrysie swojego następce. To jednak niezbyt podoba się socjaldemokratom.
wnp.pl




