Noah Lyles wygrywa walkę kogutów sprinterów – ale czekają go trudne wyzwania

Wybierz język

Polish

Down Icon

Wybierz kraj

Germany

Down Icon

Noah Lyles wygrywa walkę kogutów sprinterów – ale czekają go trudne wyzwania

Noah Lyles wygrywa walkę kogutów sprinterów – ale czekają go trudne wyzwania
Noah Lyles nabiera pewności siebie przed Mistrzostwami Świata w Zurychu.

To właśnie chce zobaczyć publiczność: dwóch najlepszych biegaczy na 200 metrów na świecie w bezpośrednim pojedynku: Noah Lyles kontra Letsile Tebogo, ramię w ramię do mety. Takie bezpośrednie starcia stały się niestety rzadkością, zwłaszcza w sprincie.

NZZ.ch wymaga JavaScript do obsługi ważnych funkcji. Twoja przeglądarka lub blokada reklam obecnie to uniemożliwia.

Proszę zmienić ustawienia.

Amerykanin Lyles wygrywa w Zurychu z czasem 19,74 sekundy, dodając sobie pewności siebie przed Mistrzostwami Świata. Bieg na 200 metrów stanowi godne zwieńczenie nastrojowego i często wysokiego poziomu mityngu.

Lyles postawił sobie za cel zdominowanie sprintu i już to osiągnął, przynajmniej na mistrzostwach: od 2019 roku zdobył wszystkie tytuły mistrza świata w biegu na 200 metrów, a w 2023 roku został mistrzem świata, a w 2024 roku mistrzem olimpijskim w biegu na 100 metrów. Lyles jest showmanem, ale także zaciekłym obrońcą swojego azylu.

Lyles, człowiek ze złym okiem

Było to widoczne podczas tegorocznych kwalifikacji do US Trials. Mistrz olimpijski pominął bieg na 100 metrów i skoncentrował się na połowie okrążenia bieżni. Tam, w finale, spotkał Kenny'ego Bednarka, mistrza USA na 100 metrów. Lyles prowadził przez długi czas, ale Bednarek dogonił go, odwrócił głowę tuż przed metą i gniewnie spojrzał rywalowi w oczy. Bednarek przegrał wyścig i stracił zimną krew, agresywnie wpychając Lylesa w plecy za linią mety.

Już teraz widać, że Mistrzostwa Świata będą prawdziwą walką kogutów. Lyles, z rekordem życiowym 9,79 na 100 metrów, nie jest ultraszybki, ale jest mistrzem psychologicznych sztuczek. Jeśli naprawdę chce się ugruntować jako zawodnik z czołówki, dominacja na 200 metrów nie wystarczy. Finałowy sprint rozegra się na ostatniej prostej.

Decydują centymetry: Noah Lyles (po prawej) minimalnie pokonuje Letsile'a Tebogo z Botswany.

Denis Balibouse / Reuters

Bieg na 100 m był skromny. W biegach mężczyzn i kobiet zabrakło najszybszych biegaczy sezonu, a także aktualnych mistrzów sprinterskich, Stanów Zjednoczonych i Jamajki. W biegu kobiet mistrzyni olimpijska Julien Alfred przynajmniej się pojawiła, wysyłając mocny sygnał swoim nieobecnym przeciwniczkom z mistrzostw świata, uzyskując czas 10,76 po czterotygodniowej przerwie.

Fakt, że czasami trudno wystawić sportowców najwyższej klasy w Diamentowej Lidze, nawet w finale, wynika prawdopodobnie częściowo z harmonogramu sezonu lekkoatletycznego. Tegoroczne Mistrzostwa Świata odbędą się dopiero w połowie września w Tokio. Oznacza to, że sportowcy z obu Ameryk, na przykład, muszą najpierw przenieść się do Europy, a następnie do Azji.

Co więcej, zachęta finansowa nie jest ogromna. Liga zwiększyła łączną kwotę, którą wypłaca sportowcom, do 18 milionów dolarów w 2025 roku, ale pieniądze są rozdzielane na 15 zawodów i 32 dyscypliny. Podczas gdy najlepsi sportowcy otrzymują pięciocyfrowe wpisowe za każde wydarzenie, tytuł zwycięzcy Diamentowej Ligi jest wart zaledwie 30 000 dolarów.

Takie liczby nie budzą euforii wśród lekkoatletów; muszą oni zarabiać na życie głównie dzięki kontraktom na sprzęt i sponsorom. I zwrócili uwagę, gdy były mistrz Michael Johnson obiecał im lukratywny kontrakt tego lata. W ramach Grand Slam Track cztery zawody zapewniłyby zarobki kilkakrotnie wyższe niż Diamentowa Liga.

Wydarzenie konkurencyjne okazało się klapą wartą milion dolarów

W nowym formacie kobiety i mężczyźni mieli rywalizować w dwóch wyścigach w jeden weekend. Zwycięzca takiego wielkiego turnieju otrzymał nagrodę w wysokości 100 000 dolarów, a sportowcom, którzy zobowiązali się do udziału we wszystkich czterech zawodach, obiecano wysokie wygrane. Potem jednak nastąpiło wielkie rozczarowanie. Seria została ograniczona do trzech spotkań. Nie wiadomo, czy uda się ją powtórzyć w 2026 roku.

W połowie sierpnia organizator Johnson potwierdził, że jego firma nie była w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań finansowych. Sponsorzy nie przekazali obiecanych środków. W rezultacie czynsze za stadion nie zostały zapłacone, a sportowcy również nie otrzymali żadnych pieniędzy. Według „Front Office Sport”, w połowie sierpnia nadal oczekiwali na płatności w łącznej wysokości 13 milionów dolarów.

Wśród tych, którzy zaufali obietnicy Johnsona, byli Melissa Jefferson-Wooden i Kenny Bednarek, tegoroczni mistrzowie USA na 100 metrów. Byli sportowcami kontraktowymi i wygrali wszystkie trzy turnieje Wielkiego Szlema. Oboje mieli otrzymać 300 000 dolarów za same zwycięstwa, wliczając w to wpisowe, prawdopodobnie około pół miliona dolarów. Johnson nadal obiecuje, że sportowcy będą mieli pierwszeństwo, jeśli wpłyną jakiekolwiek pieniądze.

nzz.ch

nzz.ch

Podobne wiadomości

Wszystkie wiadomości
Animated ArrowAnimated ArrowAnimated Arrow