Sprzedawać towar z Chin i repolonizować gospodarkę. To wciąż możliwe

- Według Macieja Wyczesanego, tzw. kodeks dobrych praktyk local content autorstwa Ministerstwa Aktywów Państwowych to krok w dobrą stronę, ale wymaga dalszego dopracowywania.
- Kluczowe zmiany, zdaniem szefa Apatora, muszą dotknąć Prawa zamówień publicznych.
- Nadal możliwa jest sytuacja, w której pośrednik firm azjatyckich sprzedaje chińskie towary w Polsce i spełnia wszystkie wytyczne MAP, co do polskiego local content - uważa nasz rozmówca.
Maciej Wyczesany był gościem konferencji EEC Members w Warszawie. Prezes Apatora odniósł się w rozmowie z WNP do podpisanego niedawno przez premiera Donalda Tuska, a stworzonego przez Ministerstwo Aktywów Państwowych tzw. kodeksu dobrych praktyk w zakresie local content. Dokument zawiera wytyczne dla państwowych spółek mające służyć promocji polskich firm, uczestniczących w przetargach inwestycyjnych.
- Uważam to za bardzo duży sukces i pewien bezprecedensowy proces, który został zapoczątkowany przez MAP. Poprzez inwestycje z sektora publicznego Polska może wzmocnić swoje możliwości wytwórcze i innowacyjne - ocenia Wyczesany.
Co zrobić z kryterium ceny w Prawie zamówień publicznych?Nasz rozmówca podkreślił, że nacisk na repolonizację gospodarki to szansa dla polskich przedsiębiorców, szczególnie w dłuższej perspektywie. Jednak, do pełnej realizacji założeń potrzeba jeszcze "kolejnych kroków".
Potrzeba większej transparentnościW zasadzie nic nie zmieniło się w PZP (Prawo zamówień publicznych - przy. red.) i nadal cena jest jedynym rekomendowanym kryterium wyboru - stwierdził Wyczesany.
Według szefa Apatora znacząco łatwiej podnieść poziom local content przy zakupie materiałów - np. betonu czy stali, niż w wektorze technologicznym.
- W momencie, kiedy nie ma jasnych reguł i pełnej transparentności procesu, można w łatwy sposób poprzez zakup betonu i stali albo realizację tego zamówienia przez polską firmę wykonawczą raportować sto procent local content - uważa prezesa Apatora.
Jego zdaniem wyraźnie będzie to widać w kontekście dużych projektów infrastruktury energetycznej i szans mniejszych firm na zgarnięcie intratnych kontraktów przy budowie chociażby elektrowni jądrowej.
- Jesteśmy bardzo dobrze w sektorze budowlanym, wykonawczym, ale w technologii i w kompetencjach energii atomowej myślę, że nie mamy tych kompetencji. Na pewno MŚP nie ma szans wskoczenia w ten łańcuch dostaw. Chciałbym oczywiście, żeby te kierunki mogły być objęte przez polskie firmy technologiczne, ponieważ tylko to zapewni nam nie tylko kontrolę nad technologią, ale też w długim terminie możliwość serwisowania i obsługi tych technologii - podkreślił Wyczesany.
Polski biznes chce wyrównania szans w konfrontacji z AzjąWedług niego obecnie na rynku funkcjonuje trend kupowania technologii z zewnątrz, co jest "prostą drogą do zależności technologicznej". Doprecyzowania wymagają także np. wytyczne MAP, co obecności w Polsce głównej działalności danej firmy.
- Wyobraźmy sobie, że mamy pośrednika firm azjatyckich, który jest zarejestrowany w Polsce. Płaci podatki w Polsce. Spełnia wszystkie kryteria MAP, a dostarcza sprzęt, który jest wytwarzany w Chinach czy na Tajwanie - mówi Wyczesany i zaznacza, że polskie firmy potrzebują polityki "wyrównania szans" wobec konkurencji spoza UE.
- Po drugiej stronie mamy partnerów, którzy korzystają z olbrzymich subwencji państwowych. Oni preferują w niektórych przypadkach produkcję w Azji i sprzedaż w Polsce, a nie produkcję w Polsce i sprzedaż w Polsce czy szerzej w Unii Europejskiej - podsumowuje prezes Apatora.
wnp.pl



