Kupiliśmy setki czołgów, które będą bezbronne. Brakuje kluczowego systemu

15-16 czerwca 2026 • Katowice • Międzynarodowe Centrum Kongresowe
Zarejestruj się
- Polskie wojska lądowe stają się jedną z najpotężniejszych formacji pancernych w NATO na wschodniej flance.
- Mamy już 233 Abramsy. Do końca roku liczba ta wzrośnie do 366. Wojsko ma też 180 czołgów K2, a w tym roku otrzyma kolejne 47. Statki z nowymi czołgami już płyną.
- Problem w tym, że nasze czołgi nie mają skutecznych systemów do obrony przed nowoczesną bronią przeciwpancerną, jak i przed największym dziś zagrożeniem - dronami.
Według danych Ministerstwa Obrony Narodowej i potwierdzonych informacji branżowych Polska ma dziś jedną z największych flot nowoczesnych czołgów w Europie. Amerykańskie Abramsy i południowokoreańskie K2 to konstrukcje na światowym poziomie. Polska ma już 233 dostarczone czołgi Abrams, a do końca roku liczba ta wzrośnie do 366 egzemplarzy - w tym 116 w starszej wersji M1A1FEP (dostarczono już wszystkie) oraz 250 w najnowszej wersji M1A2 SEPv3, z których 117 już odebrano.
Jesteśmy największym użytkownikiem amerykańskich czołgów w Europie. Do tego w kraju już osiem polskich firm produkuje 52 komponenty do tych maszyn, a docelowo ma być ich więcej. Możliwe też, że będziemy mieć jeszcze więcej Abramsów. MON chce zbudować najsilniejszą armie pancerną w Europie, liczącą przynajmniej 1000 czołgów.
Według analityków Amerykanie namawiają nas do zakupu kolejnych 250–300 czołgów. Zachętą ma być m.in. umiejscowienie w Polsce, w ramach programu Abrams, znacznie większej liczby istotnych komponentów tych maszyn.
Równie imponująco wygląda program zakupu południowokoreańskich czołgów K2. Polska odebrała już 180 tych czołgów z pierwszej umowy z 2022 r., a druga, podpisana w 2025 r., obejmuje kolejne 180 czołgów oraz 81 wozów wsparcia. W tym roku do jednostek trafi 47 nowych K2, a docelowo 64 egzemplarze powstaną w wariancie K2PL, z czego 61 będzie produkowanych w Polsce (3 pierwsze w Korei).
Polskie wojska lądowe stają się jedną z najpotężniejszych formacji pancernych w NATO. Specjaliści i analitycy wojskowi podkreślają, że mimo imponującego tempa modernizacji, polska „pancerna pięść” wciąż pozostaje niedomknięta.
Nasze czołgi nie mają nowoczesnych systemów aktywnej ochrony (APS), które stają się niezbędne na współczesnym polu walki. Wojna w Ukrainie pokazała to boleśnie.
Koniec złudzeń. Czołg bez APS nie przetrwa długo w walce- Jeśli czołg nie ma aktywnej ochrony, nie przetrwa na współczesnym polu walki nawet godziny. Ukraina pokazała to dobitnie - podkreślił Stas Aideman, pułkownik rezerwy sił obronnych Izraela, dyrektor ds. marketingu i rozwoju biznesu w dywizji systemów lądowych i morskich koncernu Rafael Advanced Defense Systems.
- Wojna w Ukrainie pokazała koniec epoki pancerza pasywnego. Czołg bez aktywnej ochrony jest dziś tak samo narażony jak piechur bez kamizelki kuloodpornej. Współczesne pole walki jest tak nasycone dronami, amunicją krążącą i nowoczesnymi środkami przeciwpancernymi, że klasyczny pancerz nie nadąża za tempem rozwoju środków rażenia. Polska musi wyposażyć Abramsy, Leopardy, K2 i Borsuki w APS, bo inaczej straty będą nieakceptowalne – przyznał w rozmowie z WNP gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Podobnie mówił już znacznie wcześniej, zmarły w zeszłym roku, gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca wojsk lądowych i były wiceminister obrony narodowej. - Czołgi bez aktywnej ochrony są ślepe i nagie wobec współczesnych zagrożeń. Polska powinna wdrożyć APS natychmiast, nie za pięć lat. Izrael i USA nie wysyłają czołgów w pole bez APS, więc Polska nie powinna być wyjątkiem - podkreślał swego czasu w rozmowie z WNP.
To samo twierdzą właściwie amerykańscy wojskowi. Gen. Mark Milley, były przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA podczas przesłuchania w Kongresie USA, odpowiadając na pytania dotyczące Trophy dla Abramsów, potrzebę ich zakupu uzasadnił jednoznacznie:
Aktywne systemy ochrony są absolutnie kluczowe dla przetrwania naszych czołgów na współczesnym polu walki. Trophy znacząco zwiększa przeżywalność Abramsów, dlatego USA muszą przyspieszyć ich wdrażanie, bo zagrożenia ze strony pocisków przeciwpancernych i dronów rosną szybciej niż możliwości klasycznego pancerza - mówił gen. Milley.
Nie jest w tej ocenie odosobniony. Również gen. David Perkins, były dowódca TRADOC (Training and Doctrine Command) już w 2017 r. wywiadzie dla Defense News zauważył: - Trophy udowodniły swoją skuteczność bojową. To system, który ratuje czołgi i załogi. To jedyny system APS z pełnym doświadczeniem bojowym, dlatego USA muszą go wdrożyć, zanim przeciwnicy zaczną masowo używać bardziej nowoczesnych systemów przeciwpancernych.
Europa, USA i Azja inwestują w aktywną ochronę pancerzaNa świecie działa kilka dużych ośrodków, które inwestują w APS. Własne systemy APS, jak Quick Kill (Raytheon), Iron Curtain (Artis) testowany na Strykerach czy MAPS dla Abramsów, Bradleyów i przyszłych pojazdów pancernych rozwijają USA (na razie jednak kupują izraelski Trophy dla Abramsów).
Niemcy (Rheinmetall) rozwijają bardzo szybki system APS - AMAP‑ADS, montowany m.in. na Boxerach oraz StrikeShield - wersja oferowana dla Lynxa KF41. To mają być jedne z najnowocześniejszych systemów APS w Europie.
Indie pracują nad system DRDO dla czołgu Arjun, a Turcja rozwija system APS dla czołgu Altay - AKKOR. Rosja formalnie ma dwa systemy APS: Afganit - na czołg T‑14 Armata oraz Arena‑M dla T‑72/T‑90, choć ich skuteczność jest dyskusyjna.
Izraelska firma Rafael produkuje i modernizuje system Trophy od 15 lat. Jak dotąd, to w największym stopniu bojowo sprawdzony aktywny system APS na świecie, który chroni m.in. czołgi Merkava i amerykańskie Abramsy w US Army, a także wybrany został dla najnowszej wersji niemieckich Leopardów.

- To system otwarty, elastyczny, łatwy do modernizacji. Dzięki temu potrafi cały czas się zmieniać - mówił podczas tegorocznej konferencji Defense24 Day pułkownik Aideman, prezentując zdjęcia i filmy pokazujące, jak straszliwe są konsekwencje używania w walce czołgów bez systemów APS.
- Większość strat czołgów w Ukrainie to efekt dronów i amunicji krążącej. Bez aktywnej ochrony nawet najlepszy pancerz nie wystarczy - przypomniał Stas Aideman. Bez systemów aktywnej ochrony, takich jak Trophy, Iron Fist czy KAPS - nawet najlepszy czołg pozostaje podatny na ataki dronów FPV, Lancetów czy amunicji krążącej.
Wyjaśnijmy, że Iron Fist to także izraelski system aktywnej ochrony opracowany przez Elbit Systems, który wykorzystuje radar i czujniki optyczne do wykrywania zagrożeń i neutralizuje pociski wybuchem kierunkowym. Jest już stosowany bojowo.
KAPS (Korean Active Protection System), to z klei system APS opracowany w Korei Południowej dla czołgu K2 Black Panther, z wykorzystaniem technologii Trophy, który w przyszłości może być rozwijany w wersji K2PL. Wykrywa i neutralizuje pociski pancerne, ale też drony.
Polska bez aktywnych systemów ochrony pancerza. To ma się jednak wkrótce zmienićTo właśnie południowokoreański system aktywnej ochrony najprawdopodobniej trafi na przyszłe K2PL, które mają być produkowane w Polsce we współpracy z przemysłem południowokoreańskim. KAPS został zaprojektowany specjalnie pod czołg K2, a jego integracja z wersją polską jest naturalnym kierunkiem rozwoju.
W tym kontekście pojawiają się też komentarze, że Polska nie wykorzystała szansy, by wejść we współpracę z izraelskim Rafaelem i wspólnie produkować system Trophy. Gdyby taka współpraca powstała kilka lat temu, dziś moglibyśmy mieć w kraju własne kompetencje w zakresie systemów ochrony czołgów, które stały się kluczowe na współczesnym polu walki.
Nie jest jeszcze na to za późno. Rafael od dawna deklaruje współpracę z Polską nad systemami Trophy dla K2PL. To nie tylko deklaracje. - Wojsko Polskie wybrało również ten system, który zmienia całkowicie sytuację na polu bitwy i jestem dumny ze współpracy z naszą firmą nad rozwiązaniem, które ma chronić czołgi K2PL - podkreślił w rozmowie z WNP przedstawiciel Rafaela.

Zapewnił, że Rafael jest w pełni zaangażowany w powodzenie polskiego programu wyposażenia czołgu K2PL Black Panther w system APS Trophy i chce, aby program ten zakończył się sukcesem i był realizowany zgodnie z harmonogramem. Ponadto Rafael liczy na szerszą współpracę przy innych platformach.
- Polskie wojska lądowe dysponują wieloma czołgami podstawowymi i bojowymi wozami piechoty oraz transporterami opancerzonymi. Uważam, że Rafael mógłby zrobić znacznie więcej, aby wyposażyć te platformy w jedyny system sprawdzony bojowo. Dostrzegamy też szansę na szerszą współpracę przemysłową. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem polskiego przemysłu obronnego, PGZ oraz prywatnych firm. Są one bardzo dobrze rozwinięte i mają szerokie portfolio produkcyjne. Dlatego wierzymy, że to dobra okazja do współpracy przemysłowej, na którą jesteśmy całkowicie otwarci - zapewniał Stas Aideman.
Specjaliści i analitycy wojskowi są zgodni: Modernizacja wojsk pancernych jest imponująca, ale dopiero wyposażenie ich w systemy APS domknie cały proces. To właśnie ta „kropka nad i” zdecyduje, czy polskie czołgi będą tylko nowoczesne czy naprawdę odporne, by przetrwać na współczesnym polu walki. Pierwszy krok został już zrobiony.
- Jak mówią pancerniacy, czołg ma 4 życia zanim zostanie całkowicie zniszczony. Jest takie powiedzenie pancerniaków - żyj, zgiń i powtórz. Oczywiście nie chcemy zginąć, tylko chcemy zmienić tę maksymę na - żyj, przetrwaj i powtórz. Właśnie nasz system aktywnej ochrony pomaga chronić czołgi i żołnierzy, którzy w nich się znajdują - opowiadał przedstawiciel Rafaela.
- Systemy te muszą być przyjazne w użytkowaniu dla załogi i jednocześnie muszą zachowywać wysoki poziom skuteczności. Na tym właśnie pracujemy. Trophy jest takim właśnie takim systemem, jedynym na skalę światową - dodał.
Podkreślił, że jeśli chodzi o zagrożenia, to w ciągu ostatnich 5-6 lat wszystko się zmieniło. Teraz na polu walki sprzęt i żołnierze mają do czynienia z atakami rojów dronów. Dlatego trzeba wiedzieć, kto jest przeciwnikiem i jaki ma sprzęt, jaką ma taktykę. Do tego cały czas przemysł obronny musi być w stałym kontakcie z żołnierzami walczącymi na froncie.
- Mamy specjalne zespoły, które zbierają dane na froncie i na tej podstawie cały czas się uczymy. Dane są później przetwarzane komputerowo i wykorzystane w naszych systemach, które aktualizujemy. Nasza obrona powietrzna jest wielowarstwowa. To wymaga skomplikowanych rozwiązań. Wiemy, jakie mamy zagrożenia - pociski balistyczne, rakiety manewrujące czy drony, których też jest wiele rodzajów. Dlatego potrzebujemy holistycznego rozwiązania, a nie pojedynczych zakupów - stwierdził Aideman.
Wielowarstwowa ochrona z IzraelaUważa, że współczesne pole walki nie wybacza luk. Dlatego czołg musi być chroniony wielowarstwowo i to nie tylko przed klasycznymi pociskami przeciwpancernymi, ale także przed dronami FPV, amunicją krążącą, atakami z góry i zakłóceniami elektronicznymi. Tylko holistyczne podejście, łączące aktywną ochronę, systemy soft‑kill, czujniki, walkę elektroniczną i integrację z sieciami rozpoznania, ma być w stanie realnie zwiększyć przeżywalność naszych wozów bojowych.
- Stale modernizujemy i ulepszamy nasz system przed nowymi wyzwaniami i zagrożeniami ze strony przeciwnika, które są stosunkowo tanie i skuteczne. Wprowadzamy usprawnienia, aby być o krok przed przeciwnikiem. Rafael oferuje rozwiązania ochrony żołnierzy i wozu pancernego, które działają razem. Mówiąc więcej o ochronie czołgów, bojowych wozów piechoty dodam, że zawsze integrujemy nasze systemy z pancerzem reaktywnym. To kolejna warstwa obronny, która świetnie współpracuje z aktywnymi systemami ochrony - zapewniał dyrektor ds. marketingu i rozwoju biznesu w koncernie Rafael.
- Przyznaję, że każdy system ma również swoje ograniczenia. Nawet superbohater, o wyjątkowych możliwości i ograniczenia. Dlatego bardzo ważne jest znalezienie równowagi między ochroną platformy, a ochroną żołnierzy. Jeśli chce się stworzyć rozwiązanie dla każdego zagrożenia, jak miny, improwizowane ładunki wybuchowe (IED), ładunki kumulacyjne (EFP) i inne zagrożenia dla bojowych wozów piechoty i czołgów, otrzymamy ogromny, złożony system, ale bardzo nieefektywny - dodał.
Współczesny czołg to nie tylko gruby pancerz. To cały system ochrony, który działa warstwowo - trochę jak ubranie na mróz. Nowoczesny pancerz daje nawet 50 proc. szans na przetrwanie.
Dziś to już jednak za mało. Na polu walki pojawił się game changer, czyli technologie i rozwiązania, które zupełnie zmieniły zasady gry, drony kamikadze, amunicja krążąca i pociski atakujące z góry. Przed takimi zagrożeniami sam pancerz nie wystarczy, nawet jeśli jest najlepszy na świecie.
Dlatego potrzebujemy kolejnej warstwy, systemu ochrony aktywnej, swego rodzaju „tarczy ochronnej”, która wykrywa nadlatujący pocisk i niszczy go w powietrzu, zanim dotknie czołgu. W praktyce wygląda to tak: pancerz daje nam więcej czasu i zwiększa szanse przetrwania, ale to aktywny system ochrony jest tym, co naprawdę robi różnicę.
Polska stoi dziś przed jednym z najpoważniejszych wyzwań w swojej współczesnej historii: musi skutecznie chronić sprzęt pancerny. Klasyczny pancerz to za mało. Dlatego potrzebujemy dużej liczby systemów aktywnej ochrony, a im szybciej je wdrożymy, tym większą przewagę zyskają nasze wojska. To naprawdę nie jest luksus, teraz to konieczność, a APS to nie dodatek, ale priorytet, wciąż najlepszy system decydujący o przeżyciu żołnierzy i trwałości sprzętu.
wnp.pl



