Poggioreale i okolice: stan zdrowia miasta

Reportaż Zaprojektowane przez architekta z rodu Burbonów Nicoliniego z ambicją kontrolowania wszystkich cel rozmieszczonych na promienistych ramionach, więzienie neapolitańskie jest odbiciem katastrofy cywilnej, jaką są włoskie więzienia
Jeśli myślisz, że nikt nie próbuje zaradzić błędnemu kołu globalnego ocieplenia i klimatyzacji, a potem jeszcze bardziej globalnego ocieplenia i klimatyzacji, i tak dalej, to jesteś w błędzie: są tacy, przynajmniej we Włoszech, którzy próbują. Mowa o prawie 63 tysiącach mężczyzn i kobiet, osób starszych i dzieci, którzy pomimo lata, średnia temperatura w ich celach sięga 37-38 stopni Celsjusza. Nie dość, że nie korzystają z klimatyzacji, to jeszcze wahają się nawet przed użyciem któregoś ze starych wentylatorów, udostępnianych niekiedy przez zakłady karne za opłatą. Dodaj do tego palącego upału endemiczne przeludnienie w więzieniach w naszej ojczyźnie, a Piekło Dantego zostanie zilustrowane tym razem nie piórem Dorè, lecz raportem Antygony.
„Ciała stłoczone w zamkniętych celach, brak przestrzeni, ogromne napięcie, nieakceptowalne warunki sanitarne, wychowawcy i policjanci w rozpaczy...” Taka jest sytuacja w więzieniach naszej ojczyzny, gdzie latem przeszłość, teraźniejszość i przyszłość stają się jednym, niejasnym, niemożliwym do oddychania i szarym czasem, skłaniając niektórych do podsumowań, niektórych do nostalgii, a jeszcze innych do samobójstwa.
Liczby: Według stanu na kwiecień 2024 r. 153 z 189 instytucji jest przepełnionych, a wskaźniki przekraczają 150%; w około 36% instytucji powierzchnia podłogi wynosi mniej niż 3 metry kwadratowe na osobę (poniżej minimalnego progu europejskiego); w wielu placówkach bieżąca woda jest dostępna tylko przez kilka godzin dziennie, a cele pozostają zamknięte i przez większość czasu panuje w nich duszność (około 60% więźniów przebywa w areszcie zamkniętym); w 2024 r. odnotowano rekordową liczbę 91 samobójstw wśród więźniów, a w pierwszych czterech miesiącach 2025 r. było ich już 33 (25 razy więcej niż na wolności); 22 więźniów na 100 popełnia akty samookaleczenia, co stanowi mniej więcej taki sam odsetek jak w przypadku regularnego zażywania leków psychotropowych, a opieka psychiatryczna obejmuje 7,4 godziny tygodniowo na 100 więźniów.
Jeśli chodzi o nieletnich, mamy 54-procentowy wzrost w ciągu zaledwie dwóch lat, podczas gdy model Caivano, w którym kierował się rząd Meloni, zamiast tego starał się, przewidując fale upałów, czynić dobro, umieszczając wielu z nich „w chłodzie”... próbując im wytłumaczyć, że to tylko figura retoryczna!
Jeśli do tych nieludzkich i odrażających warunków dodamy niekiedy sadystyczne przeszkody biurokratyczne, które sprawiają, że dostęp do szkoleń i zatrudnienia jest niemal mirażem, stajemy w obliczu niemożności choćby marzenia, że – jak mawiają w Neapolu – „adda passà a nuttata” (nadejdzie noc). Noc, w którą ci, którzy trafili do neapolitańskiego więzienia Poggioreale (którego pojemność latem może przekraczać 160%), mają powody wierzyć, że nigdy się nie skończy.

Zaprojektowana przez burbońskiego architekta Antonia Nicoliniego z proto-orwellowską ambicją kontrolowania wszystkich cel rozmieszczonych na promienistych ramionach z centralnej wieży, ta gigantyczna XIX-wieczna budowla to rozległy labirynt, który rozszerza się i dominuje nad życiem całej dzielnicy, dominując nad atmosferą wschodniego Neapolu i przenikając umysły nawet tych, którzy nie mają nic wspólnego z więzieniem. Nie dotyczy to na przykład San Vittore przy Porta Magenta czy Regina Coeli na Zatybrzu, które, choć znajdują się w sercu Mediolanu i Rzymu, są niczym niezdobyte fortece oderwane od otaczającej rzeczywistości. Tutaj jednak kody Poggioreale, jego mroczne linie, kształtują świadomość i wiedzę wielu mieszkańców dzielnicy; tutaj języki Poggioreale splatają się z językami skrajnej marginalizacji właśnie dlatego, że między tym, co wewnątrz, a tym, co na zewnątrz, tworzy się swoista i niepowtarzalna osmoza. Tak jak między czarnymi a białymi, czy między policjantami a złodziejami, nakładają się na siebie, a czasem mylą losy zatrzymanych i tych, którzy nie zostali zatrzymani.
Z drugiej strony, sam rozwój wschodniego Neapolu, którego Poggioreale jest bijącym sercem, staje się symbolem społecznej rzezi, jaka nastąpiła, gdzie ludność znajduje się w ciągłej i chwiejnej równowadze między przyzwoitością ledwie muśniętą społecznym awansem marzeń klasy robotniczej a upadkiem, który nie napotyka już żadnych przeszkód, pośród coraz głośniejszych porzuceń i tworzenia gett.
Angelo, w tej zepsutej windzie, jest zagubiony. Syn robotników, z tej szanowanej kultury pracowitej trzeźwości, ale wychowany w samym środku drobnego półświatka przestępczego, którego kodeksy i wady zapożyczył. „W dzielnicy, w której dorastałem” – mówi, stygnąc kawę – „słowa takie jak wyjazd czy wakacje nie oznaczają wakacji, ale raczej okresy aresztu. Tutaj nawet porządna rodzina może znaleźć swojego syna wplątanego w jakieś kłopoty… Moja rodzina robiła wszystko, co mogła, żeby uchronić mnie przed kłopotami, ale ciągle się potykałem, a moja matka, podczas mojego ostatniego aresztu… zdystansowała się ode mnie. Nie mogła tego znieść, myślała, że wciągnę wszystkich w swoją… otchłań! Tylko mój ojciec nigdy nie stracił do mnie wiary, mimo że byłem wrakiem człowieka, naćpany i szalony”.
Tak więc pewnego lata, w chłodzie, Angelo znalazł się sam w celi, naćpany metadonem, świadomy, że życie odwróciło się od niego, a może to on odwrócił się od niego. Ale chciał żyć, chciał na nowo odkryć miłość rodziny, którą napełnił wstydem. Nie wiedział już, co robić i nie wiedział, jak tego nie robić. „To był moment… jak przerwa w tych kilku sekundach między odejściem a pozostaniem, kurczowe trzymanie się tego, co wciąż miałem: robotniczej historii mojego ojca”, i tak otrząsnął się po swojej nieudolnej próbie i przestał myśleć o pętlach i scyzorykach. „Mój ojciec”, mówi z dziecinnym uśmiechem, „przekazywał mi swoją pracę kropla po kropli, a dziś, teraz, gdy mam własną piękną rodzinę i odrobinę bezpieczeństwa finansowego, zapominam o chwilach, gdy śmierć postrzegałem jako nagrodę”. W rzeczywistości Angelo sam jest teraz robotnikiem, mechanikiem precyzyjnym, kimś, z kim nawet Chińczycy by się posikali. To piękna historia, w tym wschodnim Neapolu, oblężonym przez obozy Romów, pożary toksycznych odpadów, dziwaczne nowotwory, zamieszki niczym w Czwartym Świecie… a jednak, co niewiarygodne, to właśnie w Poggioreale i okolicach rodzą się nowe spekulacje nieruchomościami. Niektórzy widzą tam nawet nowy stadion, podczas gdy dookoła… cóż, dookoła, życie tych, którzy tam mieszkają, rozpada się: zarówno tych, którzy przebywali w więzieniach, jak i tych, którzy się tam kręcą lub pracują.
Niska jakość usług, bezrobocie, korupcja, degradacja… stają się stałymi zmiennymi w całym kompleksie więziennym, gdzie jednostki odkrywają swoją kruchość i decydują, czy trzymać się blisko murów, owładnięte strachem, czy też być śmiałym i spodziewać się, że zabiją lub zostaną zabici. W tym sensie więzienie staje się obowiązkowym przejściem, możliwym przystankiem w przekraczaniu licznych, mrocznych granic.
Gianni jest emerytowanym strażnikiem więziennym, który jednak odmawia rozmowy o swojej pracy. Wdowiec, którego dzieci mieszkają daleko na północy, spędza dni na polowaniu na byłych skazańców: najwyraźniej jedynych, którzy mogliby mu dotrzymać towarzystwa; a jednak z łatwością mógłby znaleźć kilku byłych kolegów, z którymi mógłby pogawędzić. Zamiast tego, wygląda na to, że wyrok dożywocia tak go zanurzył w więziennym języku, że ostatecznie jest to jedyny, którego może używać. Najbardziej zaskakujące jest to, że… Gianni nigdy nie podąża logiczną ścieżką: jeśli podchodzi do swoich byłych znajomych, gdy rozmawiają na przykład o pogodzie, chce rozmawiać o Neapolu i odwrotnie. Jakby nadal chciał sprawować jakąś formę autorytetu. Jest na zewnątrz, ale wciąż w środku.
Byli więźniowie, pośród cięć w zasiłkach i niezapłaconych składek, żyją poza murami więzienia, jakby zawieszeni w obowiązkach. Kilka długów wdzięczności do spłacenia, drobne skradzione rzeczy do odsprzedania, sklepik oferujący kredyt i są na powierzchni. I, o ile nie są zatwardziałymi łobuzami lub nie należą do klanu, zazwyczaj starają się unikać kłopotów: niczym młode lwy, wielu z nich zatrzymuje jedynie szybkie, melancholijne spojrzenie na poobijanych ciałach. Jak wilki u kresu biegu. Wymyślają więc pomysłowe zawody, jak Giuseppe: nieautoryzowany pomocnik parkingowego. Ten dżentelmen zasadniczo kręci się wokół „oficjalnego” parkingowego, a kiedy ten idzie po kawę lub musi skorzystać z toalety, ZAK! Giuseppe wykorzystuje jego nieobecność, by przywłaszczyć mu kilka monet, a następnie chowa się w cieniu do następnej okazji.

Innym zawodem, który uważaliśmy za przestarzały, a jednak wciąż istnieje, jest pisanie listów miłosnych. Pasqualino zajmował się tym, gdy był w więzieniu, a teraz robi to również na wolności, ponieważ analfabetów nigdy nie brakuje. „Byłem jednym z nielicznych, którzy umieli pisać i wypełniałem podania innych więźniów, ale oni też często prosili mnie o te listy miłosne i na początku nie miałem pojęcia, od czego zacząć. Przeszukiwałem więc pamięć w poszukiwaniu słów z naszych piosenek, na przykład: „Jesteś dla mnie czymś wspaniałym” albo „Jak wymyślić gorzkie słowa?”. A potem zacząłem wymyślać takie rzeczy jak: „Czuję twoje perfumy na poduszce” albo „Twoje dłonie delikatnie pieszczące moje uda…”. Ale potem, jak wyznaje, żeby nie wybuchnąć śmiechem, Pasqualino zawsze bagatelizował sytuację jakimś wulgarnym żartem. „Ale najbardziej zawstydzało mnie nie tyle samo ich pisanie, co późniejsze czytanie na głos. Nie potrafię tego wytłumaczyć… ale w tamtej chwili zrobiło mi się ich żal i zrobiło mi się żal samej siebie”.
Neapol, blada matko, gdzie wieczne przeznaczenie plebsu dostrzega w kobiecej postaci diaboliczne sploty, w których miesza się przemoc doznana z przemocą odwzajemnioną.
Podobnie jak Franca, która była wszystkim i przeciwieństwem wszystkiego: ofiarą, wykorzystywaną w dzieciństwie, a następnie sprawczynią z długą listą przestępstw o różnym nasileniu; więzioną i poddawaną alternatywnym karom, ale także przetrzymywaną przez narkotyki, alkohol i powtarzające się toksyczne związki, ucisk i poniżenie. Dla kobiet mieszkających w neapolitańskich slumsach, oprócz piętna kryminalnego, istnieje również piętno „malafemminy”, matki-córki-żony, która reprezentuje niebezpieczeństwo porównywalne do grząskiego piasku. Transformacja kulturowa, która wpływa i kształtuje losy kobiet inaczej, właśnie dlatego, że dodaje do przestępczej kariery coś niejednoznacznego, coś brudnego, co staje się niezatartym piętnem na całe życie. Malafemmina, gdzie prostytutka/narkomanka/złodziejka trimurti przeplata się we Franki z niezwykle słodką osobowością, w której delikatność staje się spojrzeniem, krzywym uśmiechem, gestem instynktownej hojności. W jej przypadku przemoc wyryła również bruzdę w determinacji jej seksualności, przekształcając jej ciało w wartość wymienną, w desperackiej próbie przezwyciężenia doznanej traumy. Nieśmiertelność Filomeny Marturano ukazuje najwyższą możliwą degradację połączoną w postaci złej kobiety, połączoną z mistycznym odkupieniem, poetycką przemianą matki, supermatki.
Każdy szczyt tego ludu pochodzi z dołu, a kobiety grzechu, w tym sensie, są najwyższym wyrazem neapolitańskiej kultury popularnej; niczym syreny, których śpiew jest cudowny, ale i śmiercionośny. Nina to bardzo stara kobieta, która wciąż sprzedaje przemycane papierosy. Jest półgłucha, ale nigdy nie przegapi ani jednego odcinka programu „Un Posto al Sole”. Jak wszyscy głusi, nie mówi, tylko krzyczy: „W wieku dwunastu lat byłam już kobietą… ale nie tylko dlatego, że tak wam się wydaje, byłam kobietą, bo w wieku sześciu lat musiałam wdrapywać się na krzesło i zmywać wszystkie naczynia. Moja matka pracowała dla bogaczy, a ja musiałam opiekować się braćmi i ojcem. Moja siostra była starsza, ale chwiejna. Wojna się skończyła, a ja doprowadzałam Amerykanów do szału: byłam zbyt piękna, by zdrowo rosnąć. Jeden z nich kupił mi bas i zamieszkał ze mną. Od tamtej pory mężczyźni mnie zabierali i zostawiali. Miałam dzieci i nie wiem, z kim je miałam. Sprawiałam kłopoty i sprzedawałam papierosy. Więzienie było dla mnie czymś normalnym. Miałam wiele wyroków skazujących”. Miłość była dla niej podobna do nieustannej zdrady, podobnie jak jej istnienie, jednak zachowała w sobie radość, a w niej różnice między dziewczynkami z przeszłości i tymi dzisiejszymi materializują się w jednym słowie: alienacja.
Dziś, być może, prawdziwym wyrokiem śmierci jest samotność losu osób bezbronnych.

W Poggioreale, właśnie ze względu na jego strukturę społeczną, naturalnym jest, że sąsiadem jest więzień aresztu domowego… ale uwaga: nawet wyjście z domu to ucieczka! I tak, podczas gdy w filmach uciekinier jest zawsze owiany romantyczną aurą przygody, w Poggioreale jest co najwyżej statyczną postacią na podwórku, gdzie nie wolno mu schodzić.
Niektórych z nich znamy tylko jęki, a czasem, w godzinach, gdy wybucha, nawet twarze, których nie powinno się pokazywać, stają się znajome, nawet te mniej świadome lub niecierpliwe. I tak, czując się uciskani w otaczającym ich otoczeniu, narasta, a nawet może narastać, nostalgia za utraconą celą. Za szczerymi relacjami, które kiedyś mieli. Za poczuciem przynależności, bycia w okopach, podczas gdy poza więzieniem żyje się w samotności, nawet w zaciszu własnego domu.
Kolejną uderzającą rzeczą jest to, że pomimo ograniczonego wykształcenia, odsiadując tego rodzaju dożywotnie wyroki z przerwami, niektórzy byli więźniowie rozwijają niesamowitą biegłość w zakresie biurokracji, często wiedząc, jak przeprowadzić cię przez zawiłe systemy opieki zdrowotnej lub pomóc w ubieganiu się o świadczenia z tytułu niepełnosprawności, zasiłki lub inne administracyjne utrudnienia. To powolna zmiana tożsamości między postacią więźnia a postacią strażnika samego siebie, która narzuca wiedzę, niemal rytm, podobny i odzwierciedlający tę strażnika. I w ten sposób często stajesz się strażnikiem samego siebie i życia swoich bliskich. Nakładające się na siebie piekła alienacji: więzienia i różnych form współczesnego pozbawienia wolności. Dwie skrajne degradacje, których nie można już odróżnić ani wybrać: granice, które w przypadku Poggioreale zacierają się.
Artykuły z archiwum, które pozwolą Ci głębiej zgłębić ten temat
Najnowsze artykuły na temat Więzienia
ilmanifesto